Rocamadour

„Synek Rocamadour, synek, syneczek, Rocamadour. Rocamadour – teraz już wiem, że to jest jak lustro ty śpisz albo oglądasz swoje nóżki, a ja tu trzymam lustro i myślę, że to ty. Ale nie myślę tak, tylko piszę, bo ty nie umiesz czytać. Gdybyś umiał, nie pisałabym wcale, albo pisałabym o czymś ważniejszym. Któregoś dnia napiszę ci, żebyś dbał o siebie i ciepło się ubierał. Wydaje mi się niemożliwe, że kiedyś – Rocamadour. Teraz tylko piszę do ciebie w lustrze, a czasem wycieram palce, bo są mokre od łez. Dlaczego? Nie jestem przecież smutna, Rocamadour, ale twoja mama jest gapa, wylał jej się barszcz, który gotowała dla Horacia. Ty wiesz, kto to jest Horacio, Rocamadour, to ten pan, który w niedzielę przyniósł ci pluszowego zajączka i którego bardzo nudziło, kiedy ty i ja mówiliśmy do siebie takie różne rzeczy, a on chciał wrócić do Paryża. Wtedy zacząłeś płakać, a on zrobił królika, który rusza uszami, był wtedy piękny; no tak, właśnie on, Horacio, kiedyś sam to zrozumiesz, Rocamadour.

Rocamadour to idiotyzm płakać, że barszcz wylał mi się do ognia. Pokój jest pełen buraków, śmiałbyś się, jakbyś widział kawałki buraków i śmietanę, wszystko na ziemi. Całe szczęście, że zanim wróci Horacio, zdążę posprzątać, ale najpierw musiałam do ciebie napisać, co za głupota, tak płakać, garnki roztapiają się, wyglądają jak odbite w szybie okiennej, już nie słychać dziewczyny z góry, już nie słychać dziewczyny z góry, która cały dzień śpiewa Les amants du Havre. Jak będziemy razem, zaśpiewam Ci to, zobaczysz.

 

Puisque la terre est ronde…
            Mon amour t’en fait pas…

            Mon amour t’en fait pas.

 

            Horacio gwiżdże to wieczorem, kiedy pisze albo rysuje. Podobałoby ci się to. Na pewno by ci się podobało, lubi to nawet Perico; Perico to ten pan, który nic ci nie przyniósł zeszłym razem, ale dużo mówił o dzieciach i ich odżywianiu. Wiele umie i kiedyś będziesz go bardzo szanował, a będziesz głuptas, jak go będziesz szanował, jeżeli go będziesz szanował, Rocamadour.

            Rocamadour, madame Irene jest niezadowolona, że jesteś taki ładny, taki wesoły, taki krzykacz i taki siusiacz. Mówi, że wszystko dobrze i że jesteś przemiłe dziecko, ale kiedy rozmawia ze mną, to chowa ręce do kieszeni fartucha, tak jak niektóre złośliwe stworzenia, a ja się tego boję. Kiedy to powiedziałam do Horacia, to mnie wyśmiał, on nie rozumie, że ja to czuję i że chociaż nie istnieje takie zwierzę, które by chowało ręce, to ja czuję… no nie wiem co, ale coś czuję, nie umiem tego wytłumaczyć. Rocamadour, gdybym mogła zobaczyć w twoich oczkach, co się z tobą działo przez te dwa tygodnie? Chyba poszukam ci nowej piastunki, chociaż Horacio się wścieknie i będzie mówił, że… ale co ciebie to obchodzi, co on do mnie mówi. Więc innej piastunki, która by mniej gadała, niechby nawet powiedziała, że jesteś niedobry, że płaczesz w nocy, że nie chcesz jeść, byłoby mi wszystko jedno, gdybym czuła, że nie jest złośliwa, i że nie zrobi ci krzywdy. Wszystko jest takie dziwne, Rocamadour, na przykład to, że tak lubię wymawiać Twoje imię, a nawet je pisać, mam wtedy uczucie, że cię dotykam w sam czubek noska, a ty się śmiejesz. Madame Irene nigdy nie nazywa cię twoim imieniem, mówi l’enfant, popatrz tylko, nawet nie mówi le gosse. Mówi l’enfant, tak jakby do tego wkładała gumowe rękawiczki, może zresztą i ma je na sobie i dlatego pcha ręce do kieszeni wtedy, kiedy mi opowiada, że jesteś taki miły i ładny.

            Istnieje coś, co się nazywa czas, Rocamadour, to jest taki robaczek, który chodzi i chodzi. Nie umiem ci tego wytłumaczyć, bo jesteś za mały, ale chcę przez to powiedzieć, że Horacio zaraz przyjdzie. Pokazać mu ten list, żeby co coś od siebie dopisał? Nie, ja też nie lubiłabym, żeby ktoś czytał listy przeznaczone dla mnie. To będzie nasz sekret, Rocamadour. Już nie płaczę, zadowolona jestem, ale strasznie trudno jest cokolwiek zrozumieć, mnie potrzeba tyle czasu, żeby zrozumieć to, co Horacio i inni rozumieją w ciągu sekundy! Ale oni nie rozumieją ani ciebie, ani mnie, nie rozumieją, że nie mogę mieć cię ze sobą, karmić cię, przewijać, usypiać i bawić. Nie rozumieją i w gruncie rzeczy nic ich to nie obchodzi. A ja wiem tylko to jedno, właśnie to, że nie mogę mieć cię ze sobą i że to niedobrze dla nas obojga, i że muszę być sama z Horaciem, żyć z Horaciem i pomagać mu, aby znalazł to, czego szuka, czego i ty będziesz szukał. Kiedy będziesz mężczyzną, także będziesz tego szukał i szukał.

            Tak to jest, Rocamadour: jesteśmy jak grzyby w tym Paryżu, rośniemy na poręczach schodów, w ciemnych pachnących łojem pokojach, w których ludzie cały czas robią to, co się nazywa „miłość”, a potem smażą jajka i słuchają płyt Vivaldiego i palą papierosy, i gadają jak Horacio i Gregorovius, i Wong, i ja, i jak Perico, i jak Ronald, i jak Babs, tak Rocamadour, wszyscy „robimy miłość” i smażym jajka i palimy, och, nie masz pojęcia, ile my palimy (…)”

~ - autor: abinitio w dniu lipiec 6, 2007.

Dodaj komentarz